Wg szacunków wiodących firm wartość rodzimego rynku produktów w jakości BIO w 2019 r. mogła przekroczyć już 1,2 mld zł. Ekobranża w Polsce nadal zatem odnotowuje zadowalające, dwucyfrowe wzrosty i można szacować, że tendencja ta najprawdopodobniej utrzyma się. Sektor certyfikowanej żywności w naszym kraju musi stawić czoła wielu wyzwaniom.

Tekst: Marcin Fajerski

Z najnowszych danych Międzynarodowej Federacji Rolnictwa Ekologicznego IFOAM EU oraz Instytutu Badawczego Rolnictwa Ekologicznego FiBL wynika, że rynek produktów certyfikowanych w naszym kraju osiągnął już rekordowy próg 235 mln euro, co daje nam 14. miejsce na świecie pod względem wartości sprzedaży ekożywności. Dystans dzielący Polskę od Niemiec w konsumpcji organicznych artykułów spożywczych nadal się zwiększa. Z 2 jednak strony Polska w ich konsumpcji wyprzedza Irlandię czy Czechy. Nie oznacza to jednak, że nasz kraj może się poszczycić wybitnymi osiągnięciami w zakresie promowania produktów BIO i wspierania ekologicznych metod produkcji.

Jest diagnoza – brakuje rozwiązań
Jak wynika z ostatnich badań Najwyższej Izby Kontroli, Polska niestety nie ma wyznaczonego celu kierunku rozwoju rolnictwa ekologicznego i rynku produktów certyfikowanych, ani skonkretyzowanego terminu osiągnięcia tego. NIK wskazuje też, że branża nie ustaliła rzeczywistej wartości rodzimego rynku i wciąż bazuje na przypuszczeniach. Co więcej, w naszym kraju ciągle niewiele dzieje się w zakresie poszerzania działań informacyjno-promocyjnych na rzecz zwiększenia świadomości ekologicznej polskich konsumentów oraz rozpoznawalności certyfikatu rolnictwa ekologicznego. Choć Polacy coraz chętniej sięgają po asortyment w jakości EKO, producenci, dystrybutorzy oraz detaliści powinni zwiększyć wysiłki w celu zabezpieczenia swoich wyników finansowych i długofalowego stymulowania sprzedaży asortymentu BIO.

Branża stawia na swoim?
Jak podaje Mobile Institute w raporcie „Green Generation”, już 25% konsumentów w Polsce deklaruje analizowanie ekologicznego pochodzenia przy zakupie żywności, ok. 16% kupujących uważniej przygląda się składowi kosmetyków, a 14% rodziców w naszym kraju zwraca uwagę na produkty dla dzieci. To niezły, choć nie do końca zadowalający wynik. Pokrzepia natomiast fakt, że już 33% naszych rodaków czyta produktowe etykiety przed ich zakupem. Wśród kobiet i osób posiadających potomstwo ten odsetek oczywiście jest wyższy. Można więc wnioskować, że motorem napędowym sprzedaży certyfikowanej żywności w naszym kraju nadal pozostaje ogólnoświatowy trend, troska konsumentów o zdrowie, a nie np. potrzeba wspierania zrównoważonego i lokalnego rolnictwa. Działania promocyjne mające stymulować branżę certyfikowanej żywności w Polsce nadal są niewystarczające i nie przynoszą pożądanych efektów. Na szczęście zielony euroliść pozostaje najbardziej rozpoznawalnym ekoznakiem wśród 34% polskich konsumentów. Interesujące jednak, że stosowane w Niemczech oznaczenie BIOSIEGEL rozpoznaje niewiele mniej, bo 31% kupujących.

Dobre, więc drogie
Choć rosnąca rozpoznawalność oznaczeń ekologicznych wśród mieszkańców naszego kraju napawa optymizmem i pozwala wysunąć dla ekobranży w Polsce bardzo pomyślne prognozy, nadal czynnikiem hamującym rozwój rynku jest przekonanie konsumentów o tym, że certyfikowana żywność kosztuje znacznie więcej niż konwencjonalna. Jej rzeczywiste ceny – nierzadko są o 80% wyższe od tzw. konwencji w przypadku wielu produktów generycznych. Dość niepokojący wydaje się fakt, że wg badań firmy IQS aż 68% shopperów w naszym kraju uważa, że ekoprodukty są zbyt drogie i niemal tyle samo respondentów kupuje je przez to sporadycznie. Percepcja cen certyfikowanej żywności sprawia, że 19% konsumentów sięga po nie rzadko, a aż 14% w ogóle nie uwzględnia ich przy zakupach. Wg analityków IQS potencjał sektora EKO w naszym kraju wciąż jest obiecujący, bowiem aż 62% ankietowanych chciałoby kupować asortyment BIO – barierą pozostaje jednak cena. Unijny certyfikat zielonego liścia staje się niestety elementem segregacji żywieniowej, dzielącym konsumentów na zamożniejszych i tych, którzy omijają ekologiczne artykuły spożywcze szerokim łukiem – jak wskazuje „Rzeczpospolita”.

Między mitem a prawdą
Z ostatnich analiz Mobile Institute wynika, że ponad połowa konsumentów w kraju nad Wisłą uważa, że wybieranie ekoproduktów oznacza wysokie koszty i znacząco obciąża domowy budżet. Co znamienne, takie przeświadczenie mają szczególnie osoby powyżej 55 roku życia oraz mieszkańcy dużych miast. Przed operatorami na rodzimym rynku BIO nadal stoi wyzwanie odczarowywania czarnego PR-u certyfikowanej żywności i wielu mitów z nią związanych. Kolejną kłopotliwą kwestię dla rodzimego sektora EKO stanowi fakt, że wg danych przedstawionych w raporcie „Green Generation. Wspólnie na rzecz Ziemi” prawie połowa badanych sądzi, że ekologia to tylko tymczasowa moda.

Klęska podażowego urodzaju
Mimo ciągle nienajlepszej percepcji ekoproduktów wśród polskich klientów, półki BIO największych sieci handlowych w naszym kraju uginają się pod ciężarem nowości. Trudno tego trendu nie zaobserwować. Podaż certyfikowanej żywności pod dachami najpopularniejszych marketów jeszcze nigdy nie była tak wysoka, a tendencja do wprowadzania przez nie asortymentu z oznaczeniem zielonego liścia wciąż się umacnia. Jak podaje firma IQS, siecią handlową, która najbardziej upowszechnia ekotrend w Polsce jest Lidl. To właśnie z tą marką aż 29% badanych konsumentów kojarzy wyroby BIO. Na dalszych miejscach znalazła się Biedronka – z 11% wskazań oraz Carrefour – 8%. Warto nadmienić, że ostatni spośród wymienionych operatorów uruchomił niedawno w Warszawie dedykowany koncept Carrefour BIO.

Ekodelikatesy w ogniu walki
Bio ofensywa największych sieci handlowych jest nieuniknioną konsekwencją dynamizacji popytu na produkty ekologiczne w Polsce i można oczekiwać, że będą one stawały się coraz szerzej dostępne pod ogólnospożywczymi markami detalicznymi. Zjawisko to może niepokoić właścicieli 800 delikatesów specjalistycznych w naszym kraju, ale mądra polityka może pomóc im w walce o portfele i lojalność klientów. Jednym z kierunków rozwoju dla dobrze prosperujących sklepów ekologicznych może być otwarcie kolejnej lokalizacji albo zwiększenie powierzchni sali sprzedażowej do 100 lub nawet 200 m², a także poszerzenie asortymentowego portfela o marki niedostępne w sieciowej konkurencji. To jednak staje się coraz trudniejsze, ponieważ wielu producentów i dystrybutorów zdecydowało się na poszerzenie współpracy z największymi handlowymi markami.

Na jedną kartę
Elementem budowania przewagi konkurencyjnej nad sieciowymi graczami może stać się dla niezależnych detalistów poszerzenie oferty o ekoprodukty dostępne regionalnie, żywność specjalistyczną oraz funkcjonalną. Coraz więcej delikatesów specjalistycznych w naszym kraju decyduje się ponadto na włączenie do stałego portfolio ekologicznych kosmetyków, które cieszą się coraz większą popularnością wśród kupujących. Poza tym sklepy chętnie testują sezonowe nowości, które pomagają w zachęcaniu klientów do częstszych wizyt. Nie zmienia to jednak faktu, że piętą achillesową wielu delikatesów specjalistycznych w Polsce pozostaje nienajlepszy wybór świeżych produktów spożywczych. Tymczasem okazuje się, że to one generują największą sprzedaż. Wg danych agencji IQS rodzimi konsumenci spośród ekoproduktów najczęściej kupują warzywa oraz owoce – niemal 60% wskazań, jaja – 54%, a także nabiał – 59%.

Wirtualna kontra
Perspektywiczną drogą rozwoju dla polskich ekodelikatesów może okazać się szersze otwarcie się na spektrum nowych możliwości w ramach własnych portali internetowych, platform zakupowych oraz mediów społecznościowych. Należy jednak zwrócić uwagę, że sprzedaż online wymaga takiej samej intensywności działań jak prowadzenie sklepu stacjonarnego i nie można wielokanałowości traktować po macoszemu. Konkurencyjność w handlu ekoproduktami za pośrednictwem Internetu zauważalnie bowiem się zwiększa. W Polsce przybywa też firm specjalizujących się w handlu online, które nie boją się nieszablonowych rozwiązań i dbają o sprawną obsługę kupujących.

Razem można więcej
Należy podkreślić, że rodzime sklepy wyspecjalizowane w sprzedaży ekoproduktów wciąż w pełni nie wykorzystują możliwości rozwoju w ramach organizacji takich jak stowarzyszenia. Przede wszystkim tworzenie grup pomogłoby niezależnym detalistom w wymianie doświadczeń, pozyskiwaniu klientów, doborze asortymentu i negocjacjach handlowych. Ponadto stowarzyszenia mogłoby decydentom w organizacji zróżnicowanych programów szkoleniowych, obejmujących m.in. kursy merchanidsingu czy wyjazdy studyjne. Najważniejsze, aby w erze zaostrzającej się konkurencji w handlu żywnością ekologiczną w Polsce, właściciele ekodelikatesów byli wyposażeni w wiedzę i nowoczesne narzędzia pozwalające pozyskiwać klientów i zwiększać ich lojalność.

Czy rewolucja nadejdzie?
Rynek produktów ekologicznych w Polsce z pewnością nadal będzie rozwijał się w szybkim tempie. Można przypuszczać, że dwucyfrowa dynamika wzrostów jeszcze przez kilka lat zapewni producentom, dystrybutorom oraz detalistom sprzyjające warunki do ekspansji i realizacji nowych inwestycji. Już teraz jednak operatorzy działający na rynku ekożywności oraz certyfikowanych kosmetyków i środków czyszczących muszą wykazać się biznesową dalekowzrocznością, by otworzyć sobie drogę do dalszego rozwoju. Nadal słabą stroną rodzimych firm oferujących certyfikowane produkty spożywcze i nieżywnościowe pozostaje marketing. Pokrzepia jednak fakt, że krajowi operatorzy nie składają broni w poszerzaniu dystrybucji, a ich liczba zauważalnie rośnie. Już teraz wg aktualnych danych IFOAM EU oraz FiBL w Polsce działa 795 przetwórców, aż 216 eksporterów oraz 161 importerów. Fakt, że liczba przedsiębiorców eksportujących ekożywność przeważa nad firmami importującymi asortyment BIO dowodzi, że Polska staje się coraz silniejszym graczem na europejskim rynku produktów certyfikowanych. Powinniśmy ten potencjał wykorzystać do stworzenia silnych fundamentów wspierających krajową sprzedaż artykułów spożywczych w standardzie BIO.